poniedziałek, 23 czerwca 2014

Czas zmian

Ostatnie dwa miesiące są dla nas rewolucyjne. Zmiany, zmiany, zmiany.


Przyszedł maj a z nim... nowa praca mojego Męża. Praca bardzo wyjazdowa. Godziny spędzane razem skróciły się do maksimum. Weekend - to czas dla nas. Reszta tygodnia poza zasięgiem.

Nadszedł czerwiec. Wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim a Krzysio podreptał do żłobka. 

Zmianom towarzyszą uczucia, emocje, różne postawy.

Zmiana pracy Męża dostarczyła:
- radość - dobrze jest widzieć, że najukochańsza osoba chce się rozwijać i ma taką możliwość,
- niepokój - a jednak będzie inaczej, bo Męża więcej nie będzie niż będzie, bo zamiast  realnego wieczornego przytulenia będzie rozmowa telefoniczna, czy uda się wytrwać w pełnym szczęściu?
- strach - czy ja sobie poradzę z ogarnięciem codzienności? 
- wiarę - zmiana pracy, to lepsze finanse, a lepsze finanse, to łatwiejszy dostęp do realizacji marzeń :),
- tęsknotę - za obecnością drugiej osoby...,

Mój powrót do pracy przyniósł:
- zadowolenie - wróciłam do tego, co lubię robić, czym lubię się zajmować, wróciłam do miejsca, w którym odpoczywam i jest wręcz idealne na ukojenie zmysłów,
- wolność - wrażenie odrębności wzrosło,
- zdziwienie - wszystko jest takie, jakie znam, wiele rzeczy nie zmieniło się, mogę zasiąść za biurkiem i wiem, co mam robić,
- lotność - zmiana otoczenia, inne czynności sprawiły, że chce się chcieć,
- życzliwość - różnych osób.

Rozpoczęcie przygody ze żłobkiem przyniosło:
- radość - przez pierwsze kilka dni, rozłąka z Mamą nie była dla Krzysia niczym strasznym, dnia czwartego przyszło załamanie i czas na...
- smutek - Maluszek zaczął płakać już przed żłobkową salą, Mamie serce pęka, ale ma nadzieję, że to minie, 
- śmiałość - zauważyłam, że rośnie nam wszędobylski, uroczy maluch :). 

Póki co, tyle.

Nastał nowy tydzień, czas na kolejne uczucia, odczucia i przeczucia.

środa, 23 kwietnia 2014

Kiedy sąsiad remontuje...

Wielki Piątek był dla niektórych Wielką Okazją do rozpoczęcia remontu. Na nieszczęście dla innych - czyt. zwłaszcza dla mnie, wielkimi krokami zbliżała się drzemka Syniastego. Wiertara grała pierwsze skrzypce nad naszymi głowami. Od czasu do czasu przybijał piątkę młotek (właściwie. to młociszcze było). 

Co zrobić, co zrobić?

Zapakuję Juniora do wózka. Wyprowadzę na spacer. Zdrzemnie się i po problemie.

Ha,  deszcz PADA!

Co zrobić?

Mam samochód. Mam prawo jazdy. Muszę wybrać się do sklepu. Połączę te elementy i pojawi się rozwiązanie doskonałe. W drodze powrotnej Junior zaśnie. Wezmę ze sobą książkę. Synolek będzie spał a ja, ja poczytam! Genialne.

Tak też się stało. 

Najmilszy pobyt w samochodzie ever :).


czwartek, 10 kwietnia 2014

Picie mleka - przereklamowana sprawa


Mamo, czy wiesz, że kiedy  po roku skończysz karmić piersią, to Twoje mleko nie musi być zastąpione mlekiem modyfikowanym?

Krzysio od pewnego czasu nie pije z maminej piersi. Nie pokochał smaku mleka modyfikowanego. W sumie, nie dziwię się Jemu. Słuchałam podpowiedzi swojej intuicji i żeby zapewnić "jakąś" dawkę wapnia, podsuwałam mu jogurciki, twarożki, kefirki i żółty ser. Chciałam to skonsultować z lekarzem, bo powszechnie znana jest opinia, że dziecko do drugiego roku życia powinno wypijać dziennie dwa kubki mleka. 

Tak, może i powinno, ale nie musi! Wystarczy zastąpić to źródło wapnia innymi produktami i po kłopocie. 

Obawiałam się, że brak mleka w diecie mojego Synka, negatywnie wpłynie na wzrost jego kości i w dodatku będzie miał niedobory określonych witamin. Oczami wyobraźni widziałam kruchość jego kości... Tak, MY, kobiety, mamy niesamowitą zdolność martwienia się na zapas. 

Lekarz rozwiał moje wątpliwości. 

Spokojniejsza JA - będę serwować pochodnomleczne deserki i już.


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Obchody pierwszego roczku

W czwartek świętowaliśmy w skromnym gronie. Był Jubilat, Mama i Tata oraz upieczony przez Mamę muffinek z jedną świeczką. Synek zdziwiony, ale i zadowolony, bo uwielbia wszelkie światełka. Tym małym, jednym też nie pogardził. Światełko nie dało się złapać, bo zostało zdmuchnięte przez Mamę. Życzenie za Synka też pomyślałam, a jakże. 

Wczoraj natomiast, mieliśmy gości. Było bardziej uroczyście. Z wielkim tortem zrobionym przez Babcię, 


kolorowymi balonami oraz cudownym bukietem tulipanów. 

Przed urodzinami najwięcej moich myśli zaprzątał tort. Od kiedy Krzysio zaczął przechodzić fascynację Gummy Bearem, stwierdziłam, że w jego pierwszym torcie motywem przewodnim będzie właśnie ten misiek. Chciałam upiec biszkopty, poprzekładać kremem i zabawić się w mistrza masy cukrowej i stworzyć miniaturkę miśka. Dałam sobie spokój, kiedy zobaczyłam, że mój Synek nie jest stały w uczuciach co do gumiastego. Teraz lubi kotka z piosenki Janusza Radka oraz jest żywo zainteresowany muchą w mucholocie. Mogłabym sama wykonać innego torta, z masą, ale najlepsze torty (cholera, aż sama nie wierzę, że to napiszę...) robi moja Teściowa. Oddałam tworzenie tortu w najlepsze ręce. Babcia podjęła wyzwanie z wrodzoną odwagą i stworzyła cudo. Mniamniuśne i nie bezduszne - na tym też bardzo mi zależało. 

Goście podjęliśmy obiadem, deserem, wspólnym spacerem. Było przemiło. Krzysiowi humor dopisywał i cieszył się, bardzo się cieszył tym dniem a to najważniejsze. 

:D


czwartek, 3 kwietnia 2014

Roczniak

Mój Synek skończył dzisiaj roczek. Chyba tylko druga mama może zrozumieć ogrom emocji, który dzisiaj przeze mnie przeleciał. Wspominałam jak było rok temu. Próby wywoływania porodu, który zakończyły się cesarskim cięciem. Łzy przerażenia i radości. 

Dzisiaj patrzyłam na Krzysia i przywoływałam w myślach różne etapy Jego rozwoju. Rok temu, leżący kokonik a dzisiaj, chodzące dziecko. 

Czas szybko leci. 

Zostawiam Was z opowiastką pt. "Oto jak Krzyś pojawił się na świecie".

http://krzysiowie.blogspot.com/2013/04/w-ponad-tygodniowa-rocznice-narodzin.html 

:) 


piątek, 28 marca 2014

Koniec cycowania i garść wspomnień

TO JUŻ JEST KONIEC

Krzysio za tydzień skończy roczek. Od ponad dwóch tygodni nie karmię go piersią. Te ostatnie kilkanaście karmień było bardziej przytulaniem się Synka do piersi i piersi do Synka, niż zaspokajaniem jego innych potrzeb. Wiedziałam, że nie chcę Krzysia "karmić" piersią dłużej niż rok. To było pewne. Obawiałam się, że odstawienie od piersi nie pójdzie gładko, że będą potrzebne kilkakrotne próby. Nic z tych rzeczy! Synolek, który od początku przejawiał cechy Cycusia Mamusi, szybko przestawił się na życie bez cycowania.

ODSTAWIENIE OD PIERSI - KILKA KROKÓW

Kiedy Krzysio zaczął zajadać stałe pokarmy, karmiłam go piersiakiem raz dziennie. Było to karmienie południowe, ale szybko z niego zrezygnowałam. Dlaczego? Przeorganizował się nam plan dnia i akurat ta godzina nie za bardzo nam pasowała.

Kolejne miesiące (nadal) karmiłam wieczorem przed zaśnięciem oraz kilkakrotnie w nocy. To zależało od potrzeby Synka. Przy ząbkowaniu potrzebował przytulić się kilkakrotnie. Z pewnością przytulić, bo z jedzeniem niewiele to miało wspólnego...

Zastąpiłam karmienia nocne piciem z niekapka. Na początku był to sok. Tak, wiem, posunięcie ryzykowne, bo przecież soki zawierają cukry. Niestety nasz Maluch nie chciał pić wody. Piszę w czasie przeszłym, bo nareszcie polubił bezsmakowy smakołyk. Jupi! Cieszę się, bo to i zdrowsze, i jego picie stało się rozsądniejsze. Nie budzi się tak często jak to było wtedy, kiedy pił sok. Chłeptanie wody nie sprawia aż tyle  nocnej frajdy.

Kiedy zauważyłam, że Synek po wieczornym karmieniu domaga się jeszcze picia z niekapka, spróbowałam nie przytulać go do piersi. Kilka razy widziałam minimalny protest. Doprawdy niewielki - zważywszy na jego możliwości ;).

WSPOMINKOWO

Dlaczego karmiłam Synka piersią?

Z pewnością z powodów zdrowotnych - ponoć odporność Jemu przekazałam a sama zmniejszyłam ryzyko zachorowalności na raka sutka. Wygoda też miały znaczenie. Nie musiałam robić mlecznych mieszanek, podgrzewać ich i szorować butelek. Cycek mam zawsze ze sobą, więc wystarczyło wyskoczyć ze stanika i dziecię było zaspokojone.

Czy zawsze było lekko, miło i przyjemnie?

Nieee, zdecydowanie nie. Po cesarskim cięciu nie miałam mleka od razu. Duże ilości wypijanej wody, częste przystawianie Synka do piersi oraz pozytywne myślenie zdziałały cuda. Kolejnym problemem był odczuwalny ból podczas karmienia. Pojawiły się krwawiące ranki na sutkach. Na szczęście szybko się zagoiły.

Jeszcze jakieś podgórki?

Krzysio tak bardzo polubił bliskość piersi, że pojawiał się przy niej co dwie godziny. Konsultowałam z pediatrą czy nie za często, czy może się nie najada, bo nie wytrzymuje trzech godzin od karmienia do karmienia. "Widocznie ma taką potrzebę, proszę się nie martwić". Tak też było. Kiedy chciałam coś załatwić na mieście a Maluszek zostawał w domu z Tatą, miałam ograniczone pole manewru. Mijała druga godzina od karmienia a ja mknęłam do domu jak opętana błyskawica. Było, minęło, chociaż jedno pozostało niezmienne - nadal szybko wracam do domu :).


Przeszłam przez momenty krytyczne, jak np. ten, w którym zdałam sobie sprawę, że jestem mojemu Maleństwu tak potrzebna, że bez niego nie mogę się nigdzie ruszyć. Paraliżowały mnie te myśli. Czułam się wtedy bardzo osamotniona.

Co jeszcze?

Nie lubiłam karmić przy kimś. Niektórzy dziwili się, że wychodzę do drugiego pomieszczenia, bo "Przecież możesz tutaj karmić". Toż to takie naturalne i urocze, Mama karmiąca dzidziusia. Mnie to zawsze krępowało i kropka. Nic pięknego nie widziałam również w karmieniu w miejscach publicznych. Dzidziuś przy piersi, pod tetrową pieluszką - tak chroniłam się przed spojrzeniami wścibskich.

Pierwsze dni po porodzie to bieganie po domu z niemalże bez przerwy wywieszonym cycem. Obolała wielorybica z cycem na wierzchu. Dla urozmaicenia, raz z lewym, raz z prawym. Ot, takie wspomnienie.

A jakieś przyjemne chwile?

Pierwsze przystawienie Synka do piersi i ten widok, ssącego Maluszka. Wyglądał tak profesjonalnie, jakby trenował to ssanie przez całe 9 miesięcy.

Wyciszanie i zasypiania Krzysiaka przy piersi. To było takie słodkie :).

Gwarancja unikatowej bliskości :).





wtorek, 18 marca 2014

WIOSNO! WRACAJ!

Za długo to trwa. Zdecydowanie! Zgodziłam się, choć niechętnie, na dwa dni tzw. gorszej pogody. Nastawiłam się psychicznie, że paskudny - wietrzny i deszczowy, będzie weekend. Ale chyba ktoś nie zauważył, że weekend się skończył i czas zacząć słoneczną pogodę. HALO! Pogodusie, pobudka! Waky, waky! Umyjcie słoneczko i przegońcie szare chmury. 

Pamiątka z cieplejszych dni wygląda tak: 




Pod koniec lutego nasz niespełna jedenastomiesięczny syn, zaczął sam chodzić. Kilka pierwszych kroków zamieniło się w pewne chodzenie, wstawanie w dowolnie wybranym przez niego miejscu. Samodzielne tup, tup, tup, po całym domku. Radośnie.