a przecież wiele się zmieniło.
Od 17 grudnia funkcjonujemy w poszerzonym składzie.
Paweł dołączył do naszego grona o 9.45 z wagą 3765g i z długością 55cm.
Mała czarna główka, która jakby już jaśnieje.
Cycoholik do potęgi n-tej.
Wielki-mały fan swojej Mamy. Mógłby przy Niej spać, jeść i leżeć cały dzień.
Mały Klusek z pięknymi oczętami.
NASZ drugi SYN.
Brat go zaakceptował. Pokochał swoim serduchem.
Krzysio podbiega do Pawła, krzyczy: "Dzidzi, hajo", podaje rączkę, głaszcze po główce.
Ostatnio zdarzyło się, że Krzysiowaty zasnął trzymając Brata za rękę. To jest Miłość.
W tzw. międzyczasie musiałam spędzić z Pablem dwa tygodnie w Klinice Nefrologii. Było, minęło.
A teraz?
Ogarnianie rzeczywistości. Składanie prania, robienie pranie, ogarnięcie łazienki itp. itd. Czyli never ending story w pracach domowych...
Na obrotach, póki drugorodny śpi.
środa, 28 stycznia 2015
wtorek, 28 października 2014
A rączki muszą być czyste
Od kilku dni bawimy się m.in. farbami plakatowymi oraz ciastoliną.
Mój Syn lubi mieć czyste rączki. Mała kropka farbki na paluszku sprawia, że akt radosnej twórczości trzeba przerwać. Rączka musi być czysta! Gdybyście widzieli miny jakie robi Krzysio kiedy dotyka ciastoliny. Obrzydzenie połączone z niedowierzaniem. Wyraz zgorszenia na twarzy. Na usta ciśnie się jedno słowo: "Bleee". Pomimo swojej niechęci do materiałów bardzo nijakich w dotyku, Krzysiolek nie poddaje się.
Wczoraj robił ciastolinie bam, bam i brał do rączki. Zrobiliśmy kilka jeżyków. Jak?
Prosta sprawa. Najpierw należy zrobić kulki z ciastoliny. Położyć na kartce. Pozwolić dziecku na zrobienie kulce bam. Pociąć słomki. Powtykać słomki do ciastoliny. Tadam.
Jesienne, kolorowe jeże zrobione.
Prosta sprawa. Najpierw należy zrobić kulki z ciastoliny. Położyć na kartce. Pozwolić dziecku na zrobienie kulce bam. Pociąć słomki. Powtykać słomki do ciastoliny. Tadam.
Jesienne, kolorowe jeże zrobione.
A zabawa farbkami wyglądała tak:
czwartek, 23 października 2014
Ostatnie dwa miesiące wakacji
Mój brzuch dorósł do rozmiarów XXL. Ponoć w ciąży z Krzysiolkiem byłam większa. Nie wiem, nie pamiętam a zdjęcia kłamią :).
To moje ostatnie dwa miesiące bycia Mamą tylko dla jednego Synka. Właśnie tak teraz myślę o tym czasie.
Ostatnie tygodnie, kiedy mam sporo czasu dla siebie, na bycie ze sobą.
Krzysio żłobkuje a Mama ogarnia sprawy dnia codziennego.
A kiedy jesteśmy razem, muszę pamiętać, że z nami jest ktoś jeszcze, że w brzuchu buszuje brat mojego Syna.
Żałuję, że nie mogę wyhuśtać Krzysiolka tyle, ile bym chciała oraz że Jego podnoszenie muszę ograniczyć do niezbędnego minimum.
Żałuję, że w ostatnim, najpiękniejszym tygodniu października, nie mogłam dać z siebie wszystkiego podczas zabawy na placu zabaw.
Żałuję, że kondycyjnie niewiele mogę. Przy 1,5 rocznym bobasie wymiękam dość szybko.
Ale warto przeczekać ten czas, żeby zobaczyć jak dzieci bawią się razem, jak na siebie reagują, czym się od siebie różnią a w czym są podobni.
Pocieszające jest także to, że istnieją zabawy, w które ciężarna Mama może się zaangażować w 100%. Najprostszy przykład i jego efekt:
Ten wybitny rysunek przedstawia mnie-Mamę, Tatę, który idzie za rączkę z Krzysiem oraz Krzysiową żyrafkę (dzisiaj zorientowałam się, że bezimienną... oj, trzeba to naprawić). Jest słonko, deszczyk narysowany rączką mojego Syna, kilka kresek także Jego autorstwa. Samochód, trawka, tęcza, no bo skoro pada deszcz i świeci słońce.
Największe szczęście i spełnienie daje rodzina.
Ot,co :)
środa, 22 października 2014
Deszczowa pogoda, moje minimum ratunkowe
No, Kochani, deszcze niespokojne plus wiatr, taka aura za oknem. Ratuję się jak mogę, żeby nie bolała mnie głowa. Co przychodzi z odsieczą i pomaga w pokonywaniu jesiennej chandry?
WŁASNORĘCZNIE (WŁASNOEKSPRESOWO RACZEJ) WYKONANA KAWA LATTE
SYROP DO ROZCIEŃCZENIA WODĄ - HERBAPOL - MELISA Z GRUSZKĄ I GŁOGIEM
WŁASNORĘCZNIE (WŁASNOEKSPRESOWO RACZEJ) WYKONANA KAWA LATTE
W drugiej ciąży pozwalam sobie na wypicie jednej kawy dziennie. Oczywiście nie zawsze korzystam z tego przywileju, ale jak pogoda za oknem jest taka, jak dziś. Kiedy czuję, że moja głowa za chwilę eksploduje, to robię kawę. Wprawdzie podobny efekt radzenia sobie z bólem głowy osiągnęłabym zjadając jednego posolonego świeżego ogórka i pomidora oraz popicie tej strawy szklanką wody, no ale umówmy się, kawa jest zdecydowanie smaczniejsza.
A DO KAWUSI COŚ SŁODKIEGO...
Żadne michałki, kasztanki czy inne tiki taki, najlepsze są trufle. I to dokładnie te, ze zdjęcia. Łyczek kawki, gryzek czekoladki i rzeczywistość nie jest już tak szaro-buro ponura.
Na dobry smaczek, kiedy chce się pić, dostarczyć organizmowi niepotrzebnych kalorii. Rozcieńczone zimną wodą smakuje najlepiej. W dodatku można sobie wmówić, że rzeczywiście ma działanie wyciszające.
KAWAŁ DOBREJ MUZYKI
W oczekiwaniu na pojawienie się nowej płyty Pink Floyd (nowej płyty z materiałem, który przeleżał 20 lat:/), zadowalam się innymi dźwiękami. Dziś towarzyszył mi Depeche Mode.
P.S. Mężu, czy jest chociaż cień szansy, że płytę floydów przyniesie mi św. Mikołaj? Pogadaj z nim, wiem, że masz u niego wtyki :).
P.S.2 Płyta ma się ukazać 10 listopada, więc najpewniej wcześniej się o nią postaram... Taki los :).
DOBRE CZYTADŁO
Tego typu książki lubię. Zasiadam nad nimi z kubkiem dobrej herbaty, moim zeszytem z zapiskami i notuję. Polecam!
ZMYWANIE PROBLEMÓW Z CIAŁA
Najlepsze produkty do cielesnej regeneracji.
Olejek do kąpieli firmy Bielenda - Mandarynka i verbena. Jestem fanką tego zapachu od wielu lat. Zapomniałam na chwilę, ale wracam do niego. Najlepszy towarzysz codziennych kąpieli.
A twarz dobrze jest potraktować serią firmy Ziaja - Liście manuka. Żel myjący i tonik zwężający pory. Natychmiastowe uczucie pożądanej świeżości.
Kiedy jednak wszystkie czynniki zawodzą i nic nie jest w stanie poprawić mojego nastroju to rozglądam się i stwierdzam, że inni mogą mieć gorzej. Najbliższy przykład. Mokro, zimno a Panowie nie dają za wygraną.
niedziela, 28 września 2014
Poważny minus chodzenia do żłobka
Mogę śpiewać pieśni pochwalne na cześć żłobków i przedszkoli. Oczywiście nie wszystkich, tylko tych, które z czułością i starannością opiekują się dziećmi, ale mam cichą nadzieję, że takich jest więcej.
Mogę opowiadać o tym jak wspaniale rozwija się dziecko pomiędzy innymi dziećmi, jak uczy się bycia w grupie, walczenia o swoje, przeżywania pierwszych drobnych i większych rozczarowań spowodowanych odebraniem zabawki.
Mogę powiedzieć o tym, że cieszę się z urozmaiconego jadłospisu, bo zależy mi na tym, żeby Syn poznał jak najwięcej smaków, jadł to, co ma na talerzu, bez zbędnego kapryszenia.
Mogę mówić, że obecność wykwalifikowanej kadry pań zajmujących się moim Synkiem sprawia, że ze spokojem w sercu mogę oddać go pod ich opiekę na kilka godzin. W dodatku, dziecko wraca do domu wybawione, ze słonecznym uśmiechem na twarzy. To jest wielki plus.
Jedynym wielkim minusem uczęszczania Krzysia do żłobka jest ilość infekcji, przez które musimy przejść. Zaledwie tydzień temu wychodziliśmy z choróbska a już pojawiło się nowe. Być może tamto było niedoleczone, być może odporność podupadła na tyle, że z mistrzowską prędkością przygarnął innego wirusa... Słońce świeci za oknem a my wygrzewamy się w domu, zbijamy gorączkę i staramy się odetkać nos.
Zastanawiam się czy mój Syn wydobrzeje na 100% i dłużej niż przez miesiąc, będzie cieszył się doskonałym zdrowiem. Wystarczy, że nie będzie miał zatkanego nosa a już będzie o wiele lepiej...
wtorek, 23 września 2014
Pierwszy weekend bez Syniastego
Kochani, nie było łatwo. Krzysio poradził sobie wspaniale, ale ja, Mama kwoka, naryczałam się jak bóbr. Łez ocieranie zaczęłam po odprowadzeniu Synka do żłobka. Wsiadłam do auta i uskuteczniłam mega ryk. Po przekroczeniu progu domu zobaczyłam porzuconą przez Krzysia, samotną zabawkę i łzy poleciały kolejny raz... Mąż nazwał mnie beksą. Zasłużyłam na to zaszczytne miano.
Wyskoczyłam z Mężem na weekend do Karpacza. Było cudnie. Hotel Dziki Potok okazał się trafem w dziesiątkę. Pyszne jedzenie, basen, sauna, jacuzzi, same wSPAniałości. Szósty miesiąc ciąży odwiódł mnie od wspinaania się na Śnieżkę, ale chociaż Dom Śląski odwiedziłam. Wjazd wyciągiem z Karpacza na Kopę i z powrotem, koszt: 30 zl, zaupa gulaszowa w Domu Śląskim, koszt: 12,50 zl, chwile spędzone na pogaduchach z Mężem, bezcenne.
Moją ukochaną Śnieżkę przytuliłam z daleka :).
Cudowny czas.
Okazało się, że nasz Syn lubi przebywać z Babcią, lubi mieć wakacje od nas.
Zacny czas :)
Moją ukochaną Śnieżkę przytuliłam z daleka :).
Cudowny czas.
Okazało się, że nasz Syn lubi przebywać z Babcią, lubi mieć wakacje od nas.
Zacny czas :)
piątek, 22 sierpnia 2014
HORMONY! PRECZ!
Robią ze mną, co im się żywnie podoba. Dyktują kiedy MUSZĘ płakać. Wynajdują mniej lub bardziej błahe powody i zakorzeniają w mojej głowie. Progesteron, estrogen i prolaktyna - nie lubię tej mieszanki w takiej dawce.
Dzisiaj, po odstawieniu Krzysiolka do żłobka, jadąc samochodem do pracy, płakałam, bo pomyślałam sobie, że życie jest jednak pochrzanione. Ja w ciąży, Junior w żłobku, Mąż w wiecznej pracy, daleko od nas. Jedyne co pozostaje, to nachapać się sobą przez weekend, zagryźć wargę i nieść samotnie radości i smutki dnia powszedniego. A wieczorami, kiedy mam czas "dla siebie" tak naprawdę nie mam ochoty na nic. Jestem sama. Nie chcę rozmawiać z nikim przez telefon. Jestem ja i moje irytujące do granic możliwości zmęczenie.Czuję się tak wypompowana, że wszelkie plany dotyczące czytania, pisania, słuchania muzyki, szperania w necie, biorą w łeb. Nawet odpocząć porządnie nie mogę, bo za dużo myślę.
Ponoć to normalne, ponoć to minie - kiedyś... A teraz pozostaje mi ujarzmianie tych podstępnych hormonalnych zawieruch. Skupić się nad tym co tu i teraz, pomyśleć o przyszłości i przypominać sobie, że ten moment, ta chwila, przeminie. Te odczucia miną. Trzeba wytrwać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)